Strefa Mamy
Kategorie: Wszystkie | FOTKI | O NAS
RSS
sobota, 23 lipca 2011
DLACZEGO...

Na forum, na którym "spotykamy" się z rodzicami "przeponek", wchodzę za każdym razem  z wielkim biciem serca...

...i dziś znów zastałam tam tę z najgorszych wieści...

Radziu...[*] [*] [*]

...................................

 

23:17, mondziaczek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 31 maja 2011
JAK MIŁO...

...gdy musisz zostać dłużej w pracy,Twoje dziecko specjalnie do Ciebie przychodzi, aby dać Ci buziaka, powiedzieć dobranoc, bo ono już chce iść spać. Jak miło czuć, że jest się dla kogoś ważnym.

Jak miło zostać dłużej w pracy bez wyrzutów sumienia, że zaniedbujesz swoich najbliższych. Jednak żeby tak było, trzeba samemu znaleźć proporcje w tym wszystkim, zaufać innym i nie myśleć, że bez ciebie się wszystko zawali.

Jak miło wrócić do domu i zastać najważniejszych mężczyzn smacznie śpiących w łóżku w samych bokserkach, jeden obok drugiego, te same wyrazy twarzy, ta sama pozycja ciała. Oczywiście zasnęli oglądając bajkę, oczywiście komputer nie wyłączony, oczywiście światło się pali, a drzwi do domu otwarte, bo mama ma niedługo wrócić...Oczywiście na pewno nie umyli nawet zębów, nie zjedli "konkretnej" kolacji...ale ich wyraz twarzy nawet przez sen mówi, że są szczęśliwi. I to mi wystarczy. I to uczucie...że są, że jesteśmy razem.

///oczywiście rano profilaktycznie zostaną "upomnieni":)

///oczywiście zrobiłam zdjęcie, które nie nadaje się do publikacji, bo mąż by się ze mną rozwiódł, a syn za kilka lat nie wybaczyłby mi tego:)

dobranoc.

 

 

01:02, mondziaczek
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 maja 2011
AAA RADOŚĆ MOJA TRWA:)))

Jesteśmy po wizycie u naszego chirurga:) Absolutnie operacja nie wchodzi w grę, nie w przypadku Macia:) Będziemy tylko obserwować zmiany, ale może to dziać się pod wpływem stresu. A tego ostatnio Żółwiowi nie brakuje. Nie pytajcie o co chodzi, nie chcę o tym pisać. Najważniejsze, że nie jest potrzebna interwencja chirurga.

Chciałam się pochwalić dwoma sprawami. Pierwsza to dojrzałość naszego Macia. Jak potrafi ładnie się zachować, ile ma cierpliowości - wczoraj czekaliśmy 3 godziny na wizytę, a on bez żadnego marudzenia potrafił znaleźć sobie zajęcie. Miło było słuchać pochwał innych rodziców:) Do tego pełna współpraca z lekarzem, ze mną:)

Ale to czym najbardziej mnie zaskoczył...wczoraj wieczorem po powrocie z Warszawy chciał się jeszcze pobawić z koleżanką na tarasie. Zapytałam czy ma na coś ochotę do jedzenia, poprosił o actimelka, zaproponowałam go też Martynce. Ale był zong, bo okazało się, że w lodówce jest tylko jeden. Zapytałam Martynki czy chce Danio, ale powiedziała, że chce tylko actimelka. Wtedy mój mały mężczyzna powiedział, że odda swojego Martynce, a on zje danio. Pewnie nic specjalnego, ale dla nas to nowość, bo kiedyś to byłaby afera i obrażanie się. Miło tak patrzeć jak dziecko dorasta...

----------------

I jeszcze chciałam się podzielić czymś niesamowicie miłym dla mnie:

 

To jest bukiet, który dostałam z okazji Dnia Mamy od swoich "kuźniowych" dzieci:) Zrobiły mi niesamowitą niespodziankę, po pierwsze, bo nie spodziewałam się, że w ogóle będą w tym dniu myślały o mnie, po drugie, bo zrobiły przyszły do mnie dzień przed świętem, wiedziąc, że w dzień mamy jadę z Matim do CZD, po trzecie, bo to najpiękniejszy wyraz sympati i uznania. Chyba coś dla nich znaczę jeśli pamiętały o mnie... A to są niesamowite dzieciaki...o przepraszam młodzież w większości pełnoletnia:) Bardzo wartościowi ludzie, z których zaowocuje jeszcze nie jedno dobro:) KOCHAM WAS!!!

13:17, mondziaczek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 maja 2011
Małe co nieco z zasobów przedszkola:)

Jasełka...jako Pasterz

 

Bal przebierańców:)

 

 

 

 

20:54, mondziaczek
Link Dodaj komentarz »
CZASAMI...

...czasami w człowieku włącza się jakiś tryb OFF. Chce wyłączyć się z istnienia...

Czasami musimy uporać się z samym sobą, ze swoimi emocjami. Raz nam wychodzi nam lepiej...raz nam w ogóle nie wychodzi.

Przez ostatnie miesiące wydarzyło się w naszym życiu milion rzeczy, bardzo pozytywnych, dobrych i mniej radosnych.

Mati z dnia na dzień jest coraz dojrzalszym chłopcem...często bardziej od swoich rodziców.

Jeśli chodzi o zdrówko, jest...radzimy sobie. Gastrologicznie - unormowaliśmy sytuację jelitkową:))) Udało się też świetnie ustawic leczenie na nasze płucka. Praktycznie od jesieni trudno było wyjśc z zapaleń. Jeszcze musimy odebrac zdjęcia płuc z ostatniej wizyty na izbie przyjęc w DSK i dr Dmeńska ma przeanalizowac dokładnie wszystkie zdjęcia jedno po drugim z innymi lekarzami, żeby sprawdzic, czy zmiany które widzą lekarze u nas na zdjęciach nie są zmianami "stałymi".

W kwietniu Mati wziął udział w badaniach profilaktycznych orgaznizowanych przez fundację McDonalda. Ktoś czuwał nad nami, bo przez przypadek wykryto wadę u Żółwia...Chyba nie jestem gotowa o tym pisac. W czwartek jedziemy do CZD na chirurgię. Wtedy mam nadzieję dowiemy się więcej. Generalnie jesteśmy tam raz-dwa w miesiącu.

Mati przechodził swoje bunty w leczeniu, często odmawiał totalnie współpracy, wyrzucał złośc na wszystko i wszystkich. Ale teraz zaciska zęby i dzielnie przyjmuje wszystkie leki. Najgorsze jets to, że od ponad miesiąca nie możemy pokonac zapalenia ucha, które początku roku wciąż powraca. Co tydzień bada Macia laryngolog, ostatnio zapalenie zdecydowanie się zmniejszyło, zobaczymy we wtorek jak jest teraz.

To tak po krótce. Nawet nie mamy żadnych zdjęc z ostatnich tygodni, trochę może gdzieś na komórce. Czas ucieka nam przez palce, nawet nie wiadomo kiedy.

O Matim i jego osiągnięciach mogłabym opowiadac i opowiadac...co robię w pracy zanudzając tym kolegę i koleżanki:)

Postaram się pisac w miarę systematycznie...postaram się:)

19:27, mondziaczek
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 listopada 2010
NIE MYŚLAŁAM...

...że doczekam takiego dnia, kiedy Żółwik rano będzie płakała, że nie może iść do przedszkola:)

Powód - po długiej nieobecności jego ulubiona koleżanka Hania wróciła do przedszkola! W środę radość była tak ogromna, że trudno mu było nawet wyjść do domu. Pani mówiła mi, że Mati był przeszczęśliwy jak zobaczył Hanię. Ale radość trwała krótko, bo w nocu dostał duszności, dlatego wczoraj został ze mną w domu. Niby nic się nie działo, ale wolałam, żeby został. Inhalacje bardzo szybko pomagają, do tego nasz zbawczy Salbutamol czyni cuda:) Dziś z duszą na ramieniu pozwoliłam mu pójść, bo nic od wczoraj się nie działo, a dziś mają jechać do Leśniczówki...szkoda mi , że zawsze omijają go takie przyjemności.

A nasze przedszkole ma świetną ofertę. Bardzo często gdzieś wyjeżdżają, i na wycieczki i do teatru, i teatrzyk do nich przyjeżdża. Panie organizują przeróżne uroczystości - osatatnio mieli Haloween, żeby zapoznać dzieci z innymi kulturami. Mieli świetną zabawę, nawet z tańcami, do tego poznali obyczaje panujące w innym kraju (dla nas to szczególnie ważne ze względu na Lily, Dorotę i Jima), były przy tym zajęcia plastyczne. I wyprzedzając zarzuty osób, że wprowadzamy nowe zwyczaje, chcę powiedzieć, że to tylko zapoznawanie dzieci z inna kulturą, a to bardzo ważne.

Zapraszam na stronę przedszkola DAWID I JULA. Możecie tam zobaczyć naszego Żółwika na kolanach u Mikołaja (to z tamtego roku), a na filmie spacer po przedszkolu tańczy ze swoją ukochaną Pania Martusią:)

Ups. zachowuję się jak statystyczna matka polka zachwycając się swoim dzieckiem i wszystkich katując tym w koło:)

10:05, mondziaczek
Link Komentarze (7) »
sobota, 30 października 2010
ŚWIĘTA?

Dziś po godzinie 15-tej pojechaliśmy do jednego z supermarketów...i zamurowało nas. Przez krótką chwilę przeszła mi myśl, czy ogłoszono jakiś stan alarmowy? Na półkach pozostały jakieś resztki. A najbardziej rozbawił nas ten napis:

 

Aż strach było wkładać do koszyka innych produktów więcej niż jedną sztukę.

Gdy przychodzą jakieś święta ludzie jak ogłupiali kupują chyba wszystko co się da, do tego w ilościach przerażających. A ja się pytam: ile z tego jedzenia wyląduje na śmietniku?

Gdyby zrobiono badania co jest najważniejsze dla Polaków w dniu Wszystkich Świętych pewnie odpowiedzi były by mniej więcej tego typu: ładna pogoda, najładniejszy wieniec, dobry dojazd na cmentarz.

A przy grobach zamiast wspominać zmarłych, będą rozmowy o tym kto z kim, jak, dlaczego, po co.

I oczywiście rewia mody. Jak ona mogła się tak ubrać, w tym była w tamtym roku... Tak właśnie większość "świętuje".

-----

My jutro jedziemy na grób Zuzi, w drodze powrotnej WRESZCIE odwiedzimy jej siostrzyczkę Natalkę:))) Gdy zapytałam się Macia, czy chciałby coś zawieźć na grób Zuzi, stwierdził, że laurkę, żeby mogła sobie patrzeć na nią z nieba:) Ale jeszcze jej nie namalował...

23:43, mondziaczek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 października 2010
PORZĄDKOWO

Na dworze zimno, szaro i ponuro. Pozostając w domu rzuciliśmy się z Matim w szał porządków. Biorąc pod uwagę ile mamy do zrobienia można to zaliczyć już do porządków przedświątecznych:)

Póki co pomalowana mała część przedpokoju. Moimi własnoręcznie rękoma:D! Ponieważ nie wiem jakim cudem??? okazało się, że nasz dom wygląda jak pastwisko dla krówek (cały zielony) pewnie do końca roku, będziemy z Matim rysować sobie to tu, to tam kolorowe kwiatuszki:)

Póki co Mati to tu to tam maluje zielone plamy:) zamknął się w dużym pokoju, a ja zastanawiając się co tym razem knuje za późno zauważłam, że nie ma wałka, ktrórym malowałam...i tak w dużym pokoju pojawiły się dwie artystyczne plamy na ścianie.

A tak wygląda nasz malarz w stroju Policjanta. Prezent od babci prosto zza oceanu:

23:35, mondziaczek
Link Komentarze (1) »
KOLEJNY WEEKEND...

...zapowiadał się nieciekawie, ale poradziliśmy sobie świetnie! Tydzień temu u Żółwia na stopach pojawiły się czerwone plamki pod skórą, jakby ktoś go pokół szpilką. W sobotę rano plamki były już na całym ciele, najwięcej na stopach, przy kostkach, kolanach i pachwinach. Po konsultacji telefonicznej z pediatrą pojechaliśmy na izbę przyjęć...tam jak zawsze. O nie, przepraszam, nawet pani dr kojarzyła, że jest coś takiego jak wpp, ale skończyło się na tym, że wieczorem miała to niby wyskoczyć gorączka i że to na pewno początek infekcji. Gorączki nie było, my pojechaliśmy za to do naszego lekarza, który był już dostępny. Na pewno nie alergia, na pewno nie ospa ani inna zakaźna choroba. Mamy zrobić wyniki krwi, ale dostał leki na 3 dni. Przeszło:)

W piątek popołudniu zauważyłam, że w oczkach zbiera się ropa, po usunięciu momentalnie pojawia się znów. Od razu pojechaliśmy do lekarza, żeby znów w sobotę rano nie zaliczać izby. Zamiast katarku noskiem ropa idzie oczami. Już tak miał na wiosnę. Ale szybka reakcja, podanie kropli do oczu i nie było tak źle. Dziś ropa w ogóle się nie pojawiła, zobaczymy po nocy.

Za to rozmowy są coraz trudniejsze.

Mamo czy tata miał taką operacje jak ja, gdy był mały?

Dlaczego nie jechałaś ze mną w karetce jak byłem malutki? Bo ja widziałem, że inna mamusia kiedyś jechała z synkiem.

Dlaczego ja choruję?

...

to ten łatwiejszy zestaw pytań.

Kiedyś usłyszałam dlaczego nie pozwoliłam mu odejść do Jezusa?

...

Na zajęciach z opieki paliatywnej pamiętam jak o.Buczyński, czy inni pracownicy z hospicjum opowiadali nam o sytuacjach, gdy dziecko zadaje takie pytania...

...ale co zrobić w sytuacji, gdy słyszysz to od swojego dziecka.

---------------------------------------

Wspomnienia z wakacji i ostatnich dni słonecznych...

Iśc dalej czy nie...?

Nie no dalej już nie pójdę...

Taki duży!

Siemano:)

Każdy ma swoje miejsce:)

 :)

00:13, mondziaczek
Link Komentarze (5) »
piątek, 15 października 2010
15 PAŹDZIERNIK

DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO...pamiętajmy o wszystkich dzieciach, których już z nami nie ma, i o ich rodzicach...

ZUZIA...[*]

JASIO...[*]

MICHAŁEK...[*]

BARTUŚ...[*]

STASIO...[*]

FRYDERYK...[*]

 

***

Bose aniołki siedzą na chmurkach,
a każdy lekko jak piórko fruwa,
i każdy czuwa, cichutko czuwa,
nad tatą, który płakać nie umie,
nad bratem, który nic nie rozumie,
nad dziadkiem, babcią smutną czasami,
i swoją mamą otuloną łzami,
i każdy woła głośno z daleka,
mamo, już nie płacz, ja czekam

(ściągnięte z serwisu DLACZEGO)

10:14, mondziaczek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13